Nie dbają wogóle o auta nie można się doprosić o naprawę zawozisz na warsztat tracisz czas a i tak odbierasz nie naprawione wstyd na każdym kroku bo wszędzie długi wysyłają na myjnie itp a tam odrazu od tego Pana nie obsługujemy. Nie polecam szkoda czasu i nerwów. 3; 2 Oczywiście, że NIE. A problem zaczyna się już w pierwszym wersie…. Odpowiednie przywitanie to oddanie szacunku dla adresata oraz wstęp do przedstawienia treści wiadomości. Niestety forma “Witaj” jest do tego absolutnie niestosowna. Dlaczego jej NIE stosować? Dlatego, że: Zaburza relacje między nadawcą a adresatem Niezależnie od tego, który wariant jest prawdziwy, nie będę się w to bawił, dalej tłumaczył ani odpowiadał na Pana kolejne insynuacje" - napisał. Giertych: Skąd te nerwy, panie Mentzen? Hipsterów nie obsługujemy. Redakcja. 22 września 2011, 16:42 Gai i Marcina rozmowy na fejsbuczku o wszystkim. SIERPNIOWY ZADUCH, ONI WCIĄŻ NA FACEBOOKU. MW: Cześć Hipster! Wojciech Pypeć. Na pierwszym zdjęciu twarz pana oficjalna, na drugim wiadomość do mnie na priv". Potem dopisał jeszcze: "Na czwartym zdjęciu 'list' Wojciecha tym razem, nie Wojtka (co pokazuje, że Wojtek nie jest kontem fejkowym) do jednej pani". Na koniec Szczygieł apeluje: "Mam prośbę, żeby tego pana nie linczować na jego kontach. „Od tego jest ścierka, żeby była brudna” – twierdzi jednak Janusz Gajos. „Proszę pana, podstawowe zasady higieny…” – próbuje wyjaśniać klient. Ale kierownik ripostuje: „Proszę pana, podstawowe zasady higieny są takie, że jak się wchodzi, to się puka. A pan wchodzi bez pukania. Z brudną ścierką”. „Nie będę tu Posty: 250. RE: prawa klienta w sklepie. Właściciel może wyprosić klienta, jeżeli nie stosuje się do regulaminu sklepu lub zachowuje się niezgodnie z przyjętymi normami zwyczajowymi. Proszę pamiętać, że teren sklepu jest miejscem prywatnym i właściciel może dyktować określony sposób zachowania się. 19-06-2009, 13:01. Janusz.C Określenie „trudny klient” sugeruje, że to z nim „coś jest nie tak”. Zwalnia tym samym handlowca z odpowiedzialności za wpływ na sytuację i rozmowę z klientem. „Klient wymagający” taką odpowiedzialność handlowca kształtuje, nazywa kierunek pracy z klientem – „staraj się, bo klient tego wymaga”. Właśnie ta druga Hajsiu - problem nie jest z samym multistorem, a zaawansowanym magazynem. Mamy prawie wszystkie przypadku stanów już poprawione, jeszcze testujemy i do końca tego tygodnia zostanie wypuszczona aktualizacja. Oczywiście możemy zrobić Panu zwrot, bo tak pojawił się problem z ilościami. Jak i będę informował od razu o nowej wersji modułu. Tłumaczenia w kontekście hasła "sposób obsługujemy pewne" z polskiego na angielski od Reverso Context: Celem następujących informacji jest ułatwienie zrozumienia, które normy wdrożyliśmy na stronie internetowej oraz w jaki sposób obsługujemy pewne typy plików. eD7YIZc. Kolekcjonowanie autografów - cóż to takiego? Hobby, sposób spędzania wolnego czasu, możliwość obcowania z osobami z pierwszych stron gazet i czołówek programów telewizyjnych, sposobność niewielkiego (albo całkiem dobrego) zarobku? Każdy kolekcjoner sam zna odpowiedź na to pytanie. W moim wypadku jest to wszystkiego po trochu, choć nie ukrywam że świadomość, że sportowiec którego występy bardzo często oglądam w telewizji poświęcił kilka sekund swojego życia, by dla mnie namazać kilka kresek (a i czasem nawet naskrobać moje imię) na kartce papieru jest wielce budująca. Nawet czasami zdarza się miłe podziękowanie za list, co już w ogóle może wprawić w stan niezwykłej satysfakcji. Ale niestety, nie zawsze jest tak różowo, jakby się chciało. Często jest tak, że napisane prośby pozostają bez odpowiedzi. Jakie są tego przyczyny - doprawdy trudno dociec. Prośba była zbyt nachalna i pozostała bez odpowiedzi? Zabrakło kuponu na odpowiedź a sportowiec nie ma zamiaru wysupłać kilku groszy, centów, pensów na pokrycie przesyłki? A może to Poczta Polska (ewentualnie inna, zagraniczna) nie spisała się i przefurmaniła gdzieś czy to naszą prośbę, czy też odpowiedź od zawodnika? Ile zagubionych listów, tyle odpowiedzi, zaś uzyskanie jednoznacznej informacji na temat stanu przesyłki, jeśli nie jest niemożliwe, to na pewno bardzo trudne. W kolejnej serii poświęconej sprawom około-autografowym przedstawię krótkie historie poświęcone prośbom, które pozostały bez odpowiedzi. Oczywiście nie będą to wszystkie, gdyż wszystkich nie pamiętam, moje notatki dotyczące wysyłek nie są kompletne i skrupulatnie prowadzone. Po dość przydługim wstępie przechodzimy do rzeczy: I. Norweski Związek Narciarski (NZN) Niestety, na czoło wysuwa się NZN, dawniej wzór współpracy z fanami skoków narciarskich i ogólnie sportów zimowych. Brak konieczności dodawania kuponu na odpowiedź, możliwość wysyłania próśb zbiorowych - czego chcieć więcej! Wszystko popsuło się w 2015 roku, kiedy to zakończono odpowiadanie na prośby o autografy więcej niż jednego zawodnika, jednak nadal można było liczyć na otrzymanie jakiegoś podpisu. Wysłałem list z prośbą o podpis Rune Velty. Długo nie przychodziła odpowiedź, więc wysłałem maila z zapytaniem, czy nadal NZN zajmuje się wysyłaniem autografów. Odpowiedź była twierdząca, więc niezrażony poprzednim niepowodzeniem, wysłałem list z prośbą o podpis Andersa Bardala (w mailu była informacja, że również można liczyć na autograf zawodnika, który zakończył karierę), a zaraz potem - Bjørna Einara Romørena (w końcu teraz to pracownik Związku, na pewno przyjdzie odpowiedź!). Niestety, bardzo się przeliczyłem, odpowiedzi jak nie było tak nie ma, a Związek "wisi" mi 3 podpisy: Velty, Bardala i Romørena. Nie polecam pisać tam jakichkolwiek próśb. II. Lindsey Van Na podpisie amerykańskiej skoczkini bardzo mi zależało. Może nie jest wybitną zawodniczką, jednak w 2009 roku w Libercu wygrała pierwszy, historyczny konkurs Mistrzostw Świata. Dołożyłem więc wszelkich starań, by autograf pierwszej w historii mistrzyni świata znalazł się w mojej kolekcji. Był luty 2013 roku, więc byłem kolekcjonerem autografów od całego miesiąca. Szybkie rozpoznanie na Facebooku i jest, profil Amerykanki. Prośba o autograf w krótkich żołnierskich słowach doczekała się odpowiedzi, jednak nie takiej, jakiej się spodziewałem... Dobra, nie to nie... przynajmniej na razie. Minął rok z okładem, zauważyłem że Lindsey stworzyła fanpage (wcześniej pisałem na jej prywatny profil). Pytanie o podpis wystosowałem jeszcze raz, jeszcze raz przyszła odpowiedź. Tym razem z prywatnym adresem! Nie ma bata, teraz musi się udać! Błyskawicznie wybrałem najlepsze zdjęcia, przedstawiające Amerykankę w chwilach jej triumfu i chwały, czym prędzej je wywołałem, napisałem prośbę i całość wysłałem za ocean. I zacząłem czekać. Znów minął rok. Lekko zniecierpliwiony ponownie napisałem wiadomość, wyraziłem zaniepokojenie co do stanu przesyłki. Znów dostałem odpowiedź. No trudno, postanowiłem spróbować jeszcze raz. Zdjęcia wywołałem, prośbę napisałem i znów czekałem. I tak czekam już prawie 2 lata. Szanse na odpowiedź są praktycznie zerowe. Na szczęście podpis Amerykanki już mam w swojej kolekcji dzięki wymianie z Bartkiem, który miał więcej szczęścia i zdobył podpis Van. Można go obejrzeć tutaj. III. Marit Bjørgen Dwie prośby, razem z dwoma kuponami na odpowiedź poszły się kochać. Adres podany na jej oficjalnej stronie zwyczajnie nie działa. Myślałem, że gdy norweska biegaczka zajmie się opieką nad swoim dzieckiem to znajdzie chwilę na fanowską korespondencję... niestety, nic takiego nie miało miejsca. Pisząc ten artykuł, z ciekawości próbowałem odwiedzić stronę Bjørgen, by zobaczyć czy ten adres nadal tam jest - niestety (a może stety) strona nie Joanna Szwab Krótka prośba spotkała się z jasną i klarowną odpowiedzią. Ode mnie - szacunek dla Joanny za postawienie sprawy jasno. V. Jason Lamy Chappuis I tak mógłbym bez końca. Widać tu pewną prawidłowość, z francuskim mistrzem kombinacji norweskiej próbuję się skontaktować w latach nieparzystych. Ponownie spróbuję w 2019 Kazuyoshi Funaki Tu już jestem bardziej "nachalny", próbuję każdego roku. Z miernym skutkiem jak dotąd. VII. Anja Tepeš Odkąd siostra Jurija Tepeša zakończyła karierę, kontakt z nią jest nadzwyczaj trudny. Co prawda miałem z nią przyjemność spotkać się w Krakowie, a nawet robić za przewodnika po mieście dla niej oraz jej znajomych, niemniej jednak potem kontakt nieco się urwał. Choć dostałem od niej adres, który jest zgodny z tym podanym na jej stronie internetowej, to żadnej odpowiedzi się nie doczekałem. A szkoda, podpisane zdjęcia, na których jestem ja razem z Anją z pewnością ubogaciłyby moją dalszy nastąpi! Hasło: Tych klientów nie obsługujemy, z gabloty wiszącej w sklepie spożywczym w jednej ze scen z filmu Stanisława Barei Co mi zrobisz jak mnie złapiesz (1978), weszło na stałe do naszej popkultury. Hasło było satyrą na stosunki panujące w PRL, gdzie władza traktowała obywateli z góry, stosując wobec nich szykany za różne rzeczywiste i wyimaginowane przewinienia. W scenie w sklepie klient, który zwrócił uwagę personelowi na panujący tam brud – decyzją gburowatego i chamskiego kierownika – ma trafić do gabloty ze zdjęciami klientów wyklętych. Powyższa scena, choć oczywiście przerysowana, dość dobrze oddawała stosunki panujące na co dzień w PRL-u. Można by powiedzieć, że to już na szczęście tylko historia, ale czy dzisiaj nie spotykamy się czasami z podobnymi zachowaniami? Właśnie przytrafiło mi się coś takiego i trafiłem do gabloty Tych klientów nie obsługujemy! Tyle tylko, że nie w sklepie spożywczym, lecz w… Instagramie. A wszystko przez epidemię i siedzenie w domu 🙂 Mając dużo wolnego czasu, dość intensywnie szperałem w Instagramie, lajkując i komentując wiele postów. I okazało się, że przekroczyłem limit lajków, powyżej którego Instagram blokuje użytkowników. Podobno ten limit wynosi 60 lajków na godzinę, ale tego nikt tak naprawdę nie wie, bowiem Instagram nie ujawnia takich informacji. Ja zresztą zrobiłem drugi “błąd”, bowiem gdy już nałożono na mnie blokadę, to zacząłem intensywnie domagać się jej wycofania. A takich użytkowników Instagram nie lubi jeszcze bardziej (czego nie wiedziałem, a dowiedziałem się dopiero później, gdy zacząłem czytać różne informacje na ten temat). Tak więc tkwię w gablocie Tych klientów Instagram nie obsługuje i nie wiem, czy już na stałe, czy może czasowo. Tym razem jednak gburowaty i chamski kierownik nie ma twarzy Janusza Gajosa, lecz bezimienną twarz systemu. Pierwsza część z nowej serii artykułów Tego pana nie obsługujemy! cieszyła się bardzo dużym powodzeniem, która przerosła nawet moje oczekiwania. Dziś przedstawiam drugą jej odsłonę. Jeśli ktoś przegapił pierwszą część - zaległości może nadrobić klikając w ten Francuski Związek Narciarski Kontakt z Francuzami generalnie jest utrudniony. Zazwyczaj autografy zawodników z Francji otrzymuję bezpośrednio od nich lub od innych instytucji, znajdujących się poza Francją. Niezbyt pomocny jest Francuski Związek Narciarski (w oryginale Fédération Française de Ski), który nie kwapi się do odpowiadania na listy fanów. Co ciekawe, gdy udało mi się znaleźć kontakt do Jasona Lamy Chappuis, dostałem zamiast autografu taką oto informację: Oczywiście zastosowałem się do zawartych instrukcji, jednak odpowiedzi nie otrzymałem. A niby odpowiadają raz w tygodniu ;) IX. Wojciech Skupień - jest odpowiedź! X. Melanie Faißt Utarte w Internecie przekonanie, że uroda Niemek jest wątpliwej jakości całkowicie nie sprawdza się w przypadku Melanie Faißt. Blondowłosa skoczkini z miasteczka Baiersbronn jest chyba jedyną zawodniczką, która ma na koncie rozbieraną sesję w Playboyu. Co ciekawe, podpisane zdjęcia w negliżu można nabyć na eBayu za kilka euro. Póki co, nie dostąpiłem zaszczytu posiadania autografu Melanie, choć zdjęcia które wysłałem do podpisu były o wiele bardziej "grzeczniejsze" niż te, które można nabyć na aukcjach internetowych. Mój list, w którym zawarłem prośbę, zdjęcia oraz kopertę zwrotną z kuponem pozostał bez odpowiedzi, choć na nią czekam już długo. Troszeczkę za Jan i Tommy Schmid Nie ukrywam, że szczególnie poszukuję adresów, z których można dostać więcej niż autograf jednej osoby - dla mnie, jako kolekcjonera jest to oszczędność czasu i pieniędzy. Szczególnym przypadkiem jest sytuacja, gdy członkowie tej samej rodziny uprawiają sport - najczęściej jest to rodzeństwo, jak trójka braci Prevców uprawiających skoki narciarskie, czy też siostry Gasparin, które wszystkie trzy odnoszą sukcesy w biathlonie. Wśród kombinatorów norweskich mamy dwóch braci Schmid z Norwegii. Choć ich strona internetowa wygląda jakby była robiona w połowie lat 90. ubiegłego wieku, to zawiera z mojego punktu widzenia najcenniejszą informację - adres do korespondencji. Załączyłem prośbę, kopertę wraz z kuponem oraz kartę Fischera Jana, którą otrzymałem od samego producenta sprzętu narciarskiego (można ją obejrzeć tutaj). Jak nietrudno się domyślić - długi czas oczekiwania sprawił, że szanse na odpowiedź są małe. XII. Petter Northug Większość Czytelników pamięta przepełniony żalem post dotyczący procederu wysyłania pieczątek przez norweskiego biegacza narciarskiego (kto nie pamięta, zapraszam do lektury tutaj). Oczywiście nie pozostałem dłużny wobec Northuga i odesłałem kartkę, uprzednio ją odpowiednio dekorując (skan). Nie załączyłem kuponu na odpowiedź (jeszcze czego!), więc pewnie jestem skazany na czekanie w nieskończoność. Niemniej jednak nie żałuję swojej decyzji - to co otrzymałbym wcale nie musiałoby być oryginalnym podpisem (pewnie by nie było), a i mam nadzieję, że taki wyraźny sygnał da do myślenia osobom odpowiedzialnym za rozsyłanie pieczątek, że takie postępowanie jest nieuczciwe wobec fanów Norwega i kolekcjonerów autografów. XIII. Women's Ski Jumping USA Kolejna organizacja, która negatywnie mnie zaskoczyła, nie odpowiadając na jakiekolwiek pytania i prośby - a było już tego dużo. Były zapytania na Facebooku, były maile, wreszcie były tradycyjne prośby o autograf, wysłane oczywiście z kuponem na odpowiedź - wszystko na nic. Nie zawsze tak było - w 2013 roku otrzymałem stamtąd autografy Sary Hendrickson (do obejrzenia tutaj). Niestety, tak jak Norweski Związek Narciarski, WSJ USA od pewnego czasu kolekcjonerów autografów traktuje po macoszemu. Na koniec mogę nadmienić o zwrotach - do tej pory dwukrotnie przytrafiła mi się taka nr 1 - Andreas Wank W tym wypadku eksperymentowałem z adresem. Dosyć długo go poszukiwałem, wreszcie go znalazłem, wydawać by się mogło w zaufanym źródle - w dokumencie od DSV. Niestety, okazało się że taki adres nie istnieje. Dosyć szybko skontaktowałem się z kolekcjonerką autografów, która miała właściwy adres. Po przepakowaniu całej zawartości z jednej koperty do drugiej udałem się na pocztę i wysłałem. Tym razem się udało - efekt można oglądać nr 2 - Sarah Hendrickson Sytuacja podobna, jednak z jedną zasadniczą różnicą - tutaj adres otrzymałem od... samej zawodniczki. Na swoim Instagramie pokazała nowe kartki z autografami, wystarczyło w wiadomości prywatnej poprosić o adres i wysłać standardową prośbę. Tak też zrobiłem, jednak po jakimś czasie otrzymałem znajomo wyglądającą kopertę... Z nieskrywanym rozżaleniem napisałem ponownie do zawodniczki, że jak to tak złe adresy podawać... W odpowiedzi otrzymałem nowy adres wraz z przeprosinami od Mistrzyni Świata za pomyłkę. Po przeprosinach żal o zły adres minął, a teraz mam w kolekcji autografy od pierwszej w historii zdobywczyni Kryształowej Kuli w kobiecych skokach - autografy do obejrzenia tutaj. Jak widać na zdjęciu to kolejny dowód, że WSJ USA jest od jakiegoś czasu na bakier z wysyłaniem autografów. I już tak zupełnie na koniec - wszystkim Czytelnikom mojego bloga chciałbym życzyć udanych świąt wielkanocnych, spędzonych w gronie najbliższych osób, smacznego jajka i wielu autografów w przyszłości! :) Raz na wozie, raz pod wozem – mówi stare porzekadło. Takie ludowe mądrości lubią się sprawdzać i to niekiedy w sposób gorzko-ironiczny. Bo siedział sobie taki poseł na wozie, ładny i uśmiechnięty, koniki bacikiem po tyłkach smagał delikatnie, tak żeby nie poniosły czasami i zadowolony z jazdy wykrzykiwał groźnie na tych wszystkich, którzy by go z tego kozła chcieli zdjąć, zagrozić jemu i jego rodzinie całej, która tradycję pielęgnuje, w związku z tym boi się tych wszystkich, którzy chcą ją zniszczyć swoją podstępną ideologią. Więc poseł gładkolicy na wozie usadowiony, który z wysokości swojego miejsca dokładnie widział to zagrożenie, zdiagnozował je w nieprawdopodobnie przenikliwy sposób. Wyszło mu, że jak tak dalej pójdzie to ta ideologia niszcząca, zniszczy wszystko co zdrowe i narodowe a potem zacznie otwierać specjalne, przeznaczone tylko dla niej, sklepy mięsne takie jak w San Francisco. Bo poseł był w Ameryce i na własne oczy widział tę zgrozę. Jakież to ohydne i perwersyjne w swojej wymowie – geje i lesbijki stojący w kolejce po polską kiełbasę „tylko dla LGBT” żeby nie powiedzieć po niemiecku… A między nimi on, poseł, który nawołuje – Nie idźcie tą drogą! Nie niszczcie Ojczyzny kochanej, za którą krew przelewali żołnierze wyklęci. No i co? Nie dość, że nie posłuchali to jeden z nich, lewak przebrzydły, sztachetę w szprychy włożył, wóz przewrócił i poseł walczący z tą przebiegłą i podstępną ideologią znalazł się pod wozem z pękniętymi portkami. I wtedy się okazało, że sam nosi tęczowe gacie, tylko takie niepozorne, cieniutkie stringi, żeby nie było widać, żeby koledzy patriotyczni i narodowi z partii nie widzieli, żeby pan Zbyszek nie zmarszczył brwi, żeby pan Jarek nie pogroził palcem… E, nic się nie stało. Już jest zawiadomienie do prokuratury. Tego, co to na posła nastawał się wsadzi, a rozdarte na dupie spodnie się zaszyje i nic nie będzie widać. Tylko co zrobić z tymi sklepami? Zamknąć je czy może lepiej dać napis, że tych klientów LGBT nie obsługujemy. Oczywiście tych… nie naszych. Grafika Pawła Kryńskiego